Wydarzenia
Urodziłem się, ale… | Święto Niemego Kina
25
Październik
Muzyka na żywo Pokazy filmowe Wykłady

Urodziłem się, ale… | Święto Niemego Kina

Urodziłem się, ale…

UWAGA! Równolegle z pokazem kinowym odbędzie się streaming filmu w serwisie Ninateka.pl

 

(Otona no miru ehon – Umarete wa mita keredo) (Shochiku, Japonia, 1932)
reż.: Yasujirō Ozu; scen.: Akira Fushimi; zdj.: Hideo Shigehara
obsada: Tatsuo Saitō (ojciec), Tomio Aoki (Keiji), Mitsuko Yoshikawa (matka), Hideo Sugawara (Ryoichi), Takeshi Sakamoto (dyrektor Iwasaki), Teruyo Hayami (Fujin)

35 mm, 2477 m, 24 fps, 91’; cz.-b.; plansze: JA, napisy: PL, EN; źródło: CSC – Cineteca Nazionale; prawa: Shochiku Studio

Początek lat 30. XX wieku. 10-letni Ryoichi i 8-letni Keiji razem z rodzicami przeprowadzają się z centrum Tokio na przedmieścia miasta. Ojciec chłopców dostał lepszą pracę, ale oni sami muszą – głównie sprytem i inteligencją – zbudować sobie pozycję wśród nowych szkolnych kolegów. Wkrótce też przekonają się, że reguły obowiązujące w świecie dorosłych są inne od tych, które znają.

Refleksyjna komedia wpisująca się w nurt shomin-geki, czyli współczesnych opowieści o problemach zwykłych ludzi. Najbardziej znany na świecie japoński film niemy i najważniejsze dzieło z pierwszego okresu twórczości Yasujirō Ozu.

Ozu – od lat 40. uznawany za reżysera narodowego, najbardziej japońskiego z japońskich – karierę zaczynał jako najbardziej zachodni. Związany z tokijską wytwórnią Shōchiku, zafascynowany amerykańskim kinem wielbiciel Harolda Lloyda robił przede wszystkim komedie. Urodziłem się, ale… to dwudziesty siódmy film (a zadebiutował zaledwie pięć lat wcześniej!) w dorobku 29-letniego reżysera, zrealizowany jak zwykle bez scenopisu, ale z ulubionymi aktorami. W sposób charakterystyczny dla jego twórczości w tym okresie z jednej strony nawiązuje do tradycji gatunku, zwłaszcza slapsticku, z drugiej zaś zanurzony jest w rzeczywistości ówczesnej Japonii, zmagającej się ze skutkami kryzysu ekonomicznego – stąd motyw nierówności społecznej wpływającej na relacje rodzinne. Śmiech – jak u Chaplina – podszyty jest w nim melancholijnym smutkiem. Pierwotnie pomyślany jako pogodna opowieść o perypetiach sympatycznych urwisów kończy się gorzką lekcją dorosłości, zachowanie dzieci obnaża hierarchię świata ich rodziców. Ów finałowy ton sprawił, że studio przesunęło datę premiery w obawie przed niechęcią widzów – ci jednak tę historię pokochali. Sam Ozu, przechodząc z etapu twórczych poszukiwań w fazę wypracowywania własnego artystycznego języka, odejdzie od komedii w stronę kina bardziej poetyckiego, refleksyjnego, pozostając jednak tematycznie w kręgu rodziny. (KW)

 

wprowadzenie do filmu: Iga Harasimowicz
sekcja: CZTERY STRONY ŚWIATA

muzyka: Jerz Igor

 

Pełny program 18. Święta Niemego Kina jest dostępny na stronie festiwalu.

 

Ilustracja: fotos z filmu Urodziłem się, ale…,  1932 reż. Yasujirō Ozu, fot. Shochiku CO